Obraz pandemii na podstawie analiz przetaczających się fal jest różnorodny. W porównaniu z jej początkiem obserwujemy obecnie odwrotność tendencji w zakresie chęci szczepień, ilości obostrzeń, profilu pacjentów.

W porównaniu do pierwszej fali, sytuacja w obecnej, czwartej fali odwróciła się – komentuje prof. Andrzej M. Fal, Prezes Polskiego Towarzystwa Zdrowia Publicznego oraz Kierownik Kliniki Alergologii, Chorób Płuc i Chorób Wewnętrznych Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA w Warszawie. - Na początku liczyliśmy na przerwanie pandemii, gdy pojawią się szczepionki. Chęć zaszczepienia zgłaszało wówczas prawie 70 proc. Polaków. Nie mieliśmy wtedy jednak szczepionek. Minął rok od pierwszych szczepień w Polsce i obecnie pomimo pełnej dostępności szczepionek nie ma woli szczepienia się.

Boimy się mniej, mamy więcej zgonów

Ekspert wyjaśnia jak to się stało, że wola zaszczepienia się wyhamowała w społeczeństwie. Podczas pierwszej i drugiej fali z większą troską podchodziliśmy do pandemii, bardziej baliśmy się – mówi profesor. - Pomimo, że od tego czasu na świecie zmarło ponad 5 milionów ludzi z powodu zakażenia, paradoksalnie boimy się mniej. Obawiamy się dopiero wtedy, gdy istotna ilość zakażeń i zgonów pojawia się w naszym najbliższym otoczeniu. W tych miejscach, ludzie zaczynają się szczepić.

Obecnie dużo swobodniej poruszamy się, przemieszczamy się. W czwartej fali nie mieliśmy żadnych, istotnych obostrzeń. To zbyt liberalne podejście – ocenia prof. Fal. - To skutkuje tym, że w Polsce istotnie wzrosła umieralność. W pierwszej, drugiej fali liczba zgonów plasowała nas w trzeciej dziesiątce krajów na świecie. W czwartej fali znajdujemy się w czołówce, jeśli chodzi o liczbę zgonów w przeliczeniu na jeden milion mieszkańców. Ten fatalny wynik jest konsekwencją tego, że jesteśmy jednym z najgorzej zaszczepionych krajów, z wyłączeniem Afryki… oraz jednym z krajów o najmniejszych restrykcjach.

Wirus atakuje o wiele młodsze osoby

W czwartej fali chorobę przechodzimy nieco inaczej niż na początku pandemii, ponieważ zakażamy się innym wariantem koronawirusa. Obecnie dominujący wariant Delta jest bardziej zakaźny.

Zmieniły się też objawy. W pierwszych falach objawy dotyczyły głównie płuc, dolnych partii układu oddechowego, teraz pierwsze symptomy są dużo bardziej zróżnicowane - tłumaczy profesor Andrzej Fal. - Pacjenci mówią o bólu gardła, o zatkanym nosie, o zatokach, uczuciu rozbicia i zmęczenia.

Niepokojącą tendencją jest zmiana profilu pacjenta. Na początku pandemii wirus atakował najsłabszych, czyli osoby starsze z chorobami przewlekłymi, dlatego akcja szczepień była nakierowana najpierw na nich. To poskutkowało. Teraz „przeciętny” pacjent hospitalizowany to 45, 55-latek bez chorób towarzyszących. Wynika to najczęściej z niezaszczepienia się.