„Choroby cywilizacyjne są wciąż główną przyczyną zgonów Polaków” – przypominają eksperci. W okresie pandemii pogłębił się dług zdrowotny w zakresie tych chorób. Aby go odrobić, konieczne jest zwrócenie szczególnej uwagi społeczeństwa na profilaktykę.

Już przed pandemią w Polsce mieliśmy problemy z osiąganiem docelowych wartości ciśnienia tętniczego u pacjentów z nadciśnieniem, poziomu cholesterolu u pacjentów z hipercholesterolemią, czy poziomu glukozy u chorych na cukrzycę. Wśród czynników, które wpłynęły na dług zdrowotny, było nieoptymalne leczenie chorób cywilizacyjnych. Obecnie trzeba uświadamiać nie tylko lekarzom, ale i społeczeństwu, jak ważna jest profilaktyka. Ważna jest świadomość samych pacjentów - upominanie się o badania, samokontrola, ćwiczenia fizyczne, zaprzestania palenia. To wszystko przekłada się na lepsze zdrowie publiczne naszej populacji. Jak mówi prof. Krzysztof J. Filipiak z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego - Potwierdzeniem tworzącego się „długu zdrowotnego” są zmniejszające się liczby leczonych pacjentów, mniej zabiegów w świeżym zawale serca, mniej zabiegów strukturalnych, wieńcowych, tych z zakresu elektroterapii. Dopóki nie nadrobimy tego „długu zdrowotnego” spodziewać się można dalszej, stale pogarszającej się opieki zdrowotnej w Polsce. Dlatego zwłaszcza teraz powinniśmy dbać o sumienne leczenie chorób przewlekłych, nie zapominać o przyjmowaniu leków, próbować normalnie uczęszczać na planowe wizyty lekarskie, nie lekceważyć dolegliwości, diagnozować i zgłaszać się ze wszystkimi wątpliwościami do swoich lekarzy pierwszego kontaku.

Nie znamy wszystkich konsekwencji nadal obecnej pandemii. To co wiemy na pewno to to, że powikłania COVID-19 wykluczają czasem na długie miesiące pracowników z rynku pracy, od systemu wymagają większego zaangażowania w aspekty dotychczas nie realizowane w takiej skali jak np. rehabilitacja po COVID często młodych, zdrowych osób. Wiemy także, że długotrwała izolacja, dystans społeczny, ale też pogarszająca się sytuacja ekonomiczna wielu Polaków jest ciągle przyczyną nieobserwowanego dotychczas wzrostu zaburzeń psychicznych, w tym depresji, zaburzeń zachowania – to kolejne wieloletnie wyzwanie dla systemu. System opieki zdrowotnej w żadnym państwie nie był przygotowany na to, co się wydarzyło w związku z pandemią. Chorzy nie uzyskiwali diagnozy lub uzyskiwali ją ze znacznym opóźnieniem, wiele osób nie doczekało się potrzebnego świadczenia medycznego, kłopoty mieli przewlekle chorzy, których leczenie w zasadzie wstrzymano. Ponadto wiele osób bało się iść do lekarza. Widzieli u siebie niepokojące obawy, ale uznawali, że lepiej nie pójść do przychodni, przesiedzieć chorobę w domu, w którym - uznawali - jest bezpieczniej. Z raportu opracowanego przez WHO na bazie danych ze 122 krajów wynika, że w dobie pandemii liczba świadczeń udzielonych na rzecz pacjentów z nadciśnieniem tętniczym spadła o około 60 proc. A tych z astmą oskrzelową - o ponad 40 proc.

Prof. Krzysztof J. Filipiak z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego zaznacza, że jeśli choroby przewlekłe, są prawidłowo leczone i są trzymane przez to w ryzach, zmniejsza się ryzyko ciężkiego przebiegu COVID-19. Jak ważny jest wzrost świadomości tych pacjentów na temat stałego kontrolowania parametrów swojej choroby, na przykład poprzez regularne mierzenie ciśnienia, dietę czy aktywność fizyczną? Oczywiście podstawą prewencji takiego zagrożenia jest dobre, regularne leczenie choroby podstawowej. Od początku pandemii podkreślaliśmy, jak ważne jest kontynuowanie leczenia hipotensyjnego w nadciśnieniu tętniczym, przyjmowanie leków w niewydolności serca, kontakt ze swoim lekarzem prowadzącym.